niedziela, 27 lipca 2014

Sznurek z wiązu

To że od dłuższego czasu nic nie publikuję nie oznacza że nic nowego nie robiłem - mam zaległości w publikacji ostatnio. Tym razem (na początku lipca) wziąłem się za obróbkę łyka wiązowego- miałem go spora ilość ze względu na to że na wiosnę wycinałem paroletniego wiąza który mi zawadzał w ogrodzie. Efekty tym razem są o wiele mizerniejsze niż poprzednio niestety...

Technologię zastosowałem taką samą jak w przypadku wierzby, gotowanie w ługu z popiołu, jednak tym razem całość nie powiodła się, mimo 26 godzin gotowania (oczywiście nie non-stop). Użyłem raz "przepracowanego" już ługu, co też mogło mieć wpływ na efekty, lub przyczyną jest za mały nadzór nad procesem - a co za tym idzie za niska temperatura. Najprawdopodobniej powtórzę jeszcze ten eksperyment, ale to dopiero jak zmieni się pogoda, w moim "laboratorium" jest kategorycznie za gorąco przy takiej jak teraz...

Zdjęcie z prac:

Widać jak zaawansowaną technologią dysponuję przy tych eksperymentach :)

niedziela, 15 czerwca 2014

Sznurek z wierzby.

Z góry mówię - zdjęć nie ma, bo aparat się obraził (a właściwie akumulatorki).

Ostatnio postanowiłem zabrać się za produkcję sznurka z łyka. Wybrałem do prób łyko wierzbowe ze względu na najłatwiejszą dostępność. Technika którą postanowiłem zastosować to gotowanie w ługu uzyskanym z popiołu, metoda ta była stosowana przez Indian w Ameryce płn. Toteż przygotowałem ług dość mocno stężony ług, włożyłem do niego łyko (zdzierane razem z korą), a następnie gotowałem całość około pięciu godzin. Po tym czasie wyjąłem łyko, kilkakrotnie wypłukałem w czystej wodzie. Następnie można wszystko dokładnie rozdzielić - łyko odchodzi od kory i można je dzielić na warstwy, praktycznie tak cienkie jak się chce. Warstwa będąca bezpośrednio pod korą zazwyczaj jest bardzo słaba i nie ma sensu jej wykorzystywać. Nie trzeba łyka dzielić na pojedyncze włókna - ja dzielę na "tasiemki" szerokości kilku milimetrów. Sznurek skręca się z nich dość wygodnie i jest dość mocny.

Informacje teoretyczne znalezione tutaj: http://www.survival.strefa.pl/u/index_ruzu_sz_lipa.htm

wtorek, 22 kwietnia 2014

Zestaw do rozpalania ognia

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad umieszczeniem mojego zestawu do rozpalania ognia, ostatnio postanowiłem go obfotografować i wrzucić tutaj. Całość wygląda tak:

Puszka blaszana po czeskiej paście do butów, dwa kowalskie krzesiwa, krzemień, hubka - zwęglany częściowo hubiak lub czyreń oraz awaryjnie kawałek błyskoporka,  oraz trochę kawałków tkaniny i sznurka jutowego - po rozpleceniu na pakuły doskonale odpalają od hubki. Puszka nie jest idealnie szczelna, lecz wystarczająco - całość spakowana jest tak że wilgoci nie złapie a do wody wpadać nie zamierzam raczej (chwilowo kąpiel też raczej by wszystkiego nie zamoczyła).  Kolejność pakowania:

na sam dół dają kawałek tkaniny i na to hubkę.
Przykrywam tkaniną i kawałkami sznurka (wstępnie już rozdzielonymi).
Na to kolejny kawałek tkaniny, krzesiwa i krzemienie,
przykryte kolejnym kawałkiem tkaniny i pakułami (upchane tak żeby całość nie miała za dużo luzu).

Zasadniczo nie używam tego jako pakiet "awaryjny", ja to po prostu noszę w teren zamiast zapałek, a jako "awaryjny zestaw" mam zapałki lub zapalniczkę w woreczku strunowym.


sobota, 19 kwietnia 2014

Wymiana ubioru etap II - kapelusz

Od jakiegoś czasu zabierałem się za wykonanie sobie kapelusza - w końcu lato się zbliża. A że dobre filcowe kapelusze są drogie i ciężko znaleźć model który by mi odpowiadał postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce, zakupiłem w firmie Polkap półprodukty z zamiarem samodzielnego uformowania. Nabyłem jeden kaplin (z którego ostatecznie kapelusz powstał) oraz jedne półkaplin (z którego będzie chyba tricorn jak bee miał wenę twórczą). Całość sprowadzała się do rozciągnięcia lekkiego kapelusza oraz uformowania ronda (co nie do końca się udało). Forma wyglądała w ten sposób:
Menażka radziecka typu "kociołek" owinięta materiałem i folią żeby była większa, olchowe darte klamki oraz butelki.
Jeśli chodzi o impregnację i usztywnienie to polecali mi politurę, ale uznałem że szelak jest za drogi i przeprowadziłem kilka prób z kalafonią (własnej produkcji) rozpuszczoną w zwykłym denaturacie - Efekt też wyszedł dobry, jedynie w paru miejscach będzie trzeba poprawić, ale to już moja wina - nierówno nałożyłem mieszaninę. Tutaj zdjęcie gotowego kapelusza:
Etykieta "szycie" jest tutaj baaardzo umowna.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Recykling

Ostatnio podczas chodzenia po lumpeksach trafiły mi się skórzane: kurtka za 5 pln (z grubej skóry jak na odzieżówkę, ok 1,5 mm) i płaszcz z cieńszej za 2 pln, a oto efekty:

Z kurtki - torba



Całość poza surowcem zrobiona z tego co miałem pod ręką, nic poza kurtka na skórę nie musiałem kupić, całość szyta ręcznie bawełnianą woskowaną nicią.

Z płaszcza - fartuch
Fartuch uszyty do celów ogólnych, ale głownie przy szyciu i impregnacji skóry, są to po prostu wyprute plecy od płaszcza z doszytym pakiem na szyję, w pasie oraz kieszenią na piersi.

piątek, 3 stycznia 2014

Dziegieć, cześć I

Od jakiegoś czasu próbuję uzyskać dziegieć. Jako że pierwsze próby postanowiłem zrobić jak najtaniej to zdecydowałem się na techniki nieco współcześniejsze - technika jednonaczyniowa w puszce po farbie. Pierwszą próbę przemilczałem, bowiem nie uzyskałem żadnego konstruktywnego efektu - zrobiłem za mały otwór w wieczku w efekcie czego uzyskałem bardzo efektowne wyrzucenie wieczka w powietrze... Tym razem napchałem do puszki masę kory (była dość  mocno ubita) otwór w wieczku powiększyłem, lecz przysypałem go pewną ilością ziemi żeby zmniejszyć jego drożność. Wypał trwał ok. 50 min, nie dopuszczałem do zapłonu gazów uchodzących górą, po czym wyjąłem puszkę z ognia i ostudziłem powoli, efekt widać poniżej:
Ogólnie sporo kory nie zostało przedestylowane, aczkolwiek cała objętość zmieniła kolor na bardziej brązowy a cześć zredukowała się do sklejonego węgla przypominającego koks lub żużel.  kawałek z płaską ścianą jedną lezący po prawej koło puszki pochodzi z dna, jest tam parę milimetrów dziegciu na dole, był mocno przyklejony do dna, musiałem go odkleić na ciepło. Planuję oddzielić dziegieć od resztek kory i węgla poprzez przetopienia a ponadto spróbować uzyskać go większą ilość modyfikując proces wypału. Oczywiście wszelkie rady będą mile widziane.

Tutaj nalezą się też podziękowania dla mojego kolegi Jeżyka - przy samym wypale pomógł w zbieraniu opału (którego i tak zebraliśmy za dużo) a poza tym czas w lesie przyjemniej można było spędzić mając jakiś temat do rozmowy.

wtorek, 31 grudnia 2013

Wymiana ubioru etap I - koszula

Dość dawno nic nie pisałem ze względu na to że średnio było o czym, a jak już był temat to nie miałem czasu usiąść żeby napisać coś sensownego. Ale jako że skończyłem ciągnący się od czerwca projekt to postanowiłem zaprezentować efekty. Ogólnie to jakiś czas temu stwierdziłem że dobrze by było wymienić większość ubioru na wełnę, jako że jest to bardzo dobry materiał. Postanowiłem zacząć od koszuli, początkowo szukałem takowej, ale ostatecznie postanowiłem uszyć - pierwsze podejście było nieudane, ale dokupiłem trochę takiego samego materiału i kilka dni temu wróciłem do projektu. Całość zajęła mi 4 dni szycia "wieczorami" włącznie z ratowaniem uprzednio źle skrojonych rękawów. Materiał to coś w rodzaju cienkiego sukna wełnianego, jest na tyle delikatny że można go nosić na gołe ciało.

A tutaj jak się to prezentuje na mnie:


Przeszycie na rękawie wynika z konieczności poprawiania źle skrojonych rękawów. Ogólny pomysł był wzorowany na koszulach sprzedawanych przez Bison Bushcraft, jednak uznałem że ponad £90 za koszulę to trochę za dużo i uszyłem podobną samodzielnie.

W międzyczasie powstało trochę drobnych rzeczy, doszyłem też pas biodrowy do jednego plecaka, lecz o tym napiszę może innym razem.

To tyle na dzisiaj - Wszystkim czytelnikom życzę szczęści w nowym roku 2014.