Ostatnio trafiłem na dość ciekawy tutorial robienia pudełek z kory brzozowej (http://jarrodstonedahl.blogspot.com/2014/01/birch-bark-box-tutorial.html) i postanowiłem go przetestować, jako że ostatnio znalazłem sporo dobrej kory (gruba i schodziła dużymi płatami). Zdjęć z produkcji nie ma, jak będę robił następne to pstryknę kilka fotek, więc prezentuje tylko efekt końcowy:
Technicznie - brak elektronarzędzi, denka z olchy (łupane klapki) wykonane ręczną piłą, nożem, dłutek i tarnikiem. Sznurek skręcany z łyka wierzbowego gotowanego w ługu z popiołu (odsyłam do wpisu poświęconego temu konkretnemu zagadnieniu)
wtorek, 23 grudnia 2014
czwartek, 13 listopada 2014
Racznik
Dzisiaj wpis bardziej dotyczący rekonstrukcji historycznej,
w związku z tym że zajmujemy się głownie odtwarzaniem (głownie)
średniowiecznego rybactwa, ostatnio postanowiłem wykonać pułapkę na raki -
racznik. Wykonany jest z drewna świerkowego (klapki łupane przy pomocy froe)
oraz korzeni sosnowych (łączenie klapek). Raki na sprzęt tego typu łapano
wkładając do środka przynętę, a racznik obciążano i zatapiano. W celu wyjęcia
raków wyjmuje się jedną z klapek która nie ma nacięć stabilizujących ją w
oplocie z korzeni. Obecnie byłoby trudno coś złapać na taki jak ten, z dużymi
przerwami miedzy klapkami - obecnie
popularnie występujące raki są mniejsze od raka błotnego i rzecznego, które
osiągały większe rozmiary.
środa, 17 września 2014
Sznurek z lipy
Kolejny wpis o robieniu sznurka, ogólnie ten blog niedługo będzie blogiem o sznurkach... Ale do rzeczy - technikę którą stosowałem w przypadku łyka wierzbowego i wiązowego postanowiłem zastosować też przy lipowym. Jako że kory z grubszej lipy mam spory zapas:
Postanowiłem trochę po testować. Używałem warstwy będącej bezpośrednio pod korą, warstwę głębszą oddzieliłem od razu, baz gotowania, w okresie kiedy była pozyskana ta kora jest ona już dość zdrewniała.
Materiał tradycyjnie do gara i gotujemy:
Przy okazji robiłem też eksperyment z hubką, opisany wcześniej. Gotowałem 6 godzin, po tym czasie wszystko wypłukałem.
Rozwłóknienia przyzwoite, choć gorsze niż w przypadku wierzby, włókno krótkie, lecz lepsze niż wierzbowe z warstwy bezpośrednio pod korowej, nadaje się raczej na grubsze linki niż cienki sznurek. Bezpośrednio po pierwszych płukaniach łyko sprawiało wrażenie jakby było pokryte czymś w rodzaju śluzu, ale dokładniejsze wypłukanie rozwiązało ten problem. Dłuższe gotowanie mogłoby dać lepsze rezultaty.
Postanowiłem trochę po testować. Używałem warstwy będącej bezpośrednio pod korą, warstwę głębszą oddzieliłem od razu, baz gotowania, w okresie kiedy była pozyskana ta kora jest ona już dość zdrewniała.
Materiał tradycyjnie do gara i gotujemy:
Przy okazji robiłem też eksperyment z hubką, opisany wcześniej. Gotowałem 6 godzin, po tym czasie wszystko wypłukałem.
Rozwłóknienia przyzwoite, choć gorsze niż w przypadku wierzby, włókno krótkie, lecz lepsze niż wierzbowe z warstwy bezpośrednio pod korowej, nadaje się raczej na grubsze linki niż cienki sznurek. Bezpośrednio po pierwszych płukaniach łyko sprawiało wrażenie jakby było pokryte czymś w rodzaju śluzu, ale dokładniejsze wypłukanie rozwiązało ten problem. Dłuższe gotowanie mogłoby dać lepsze rezultaty.
środa, 27 sierpnia 2014
Wymiana ubioru etap III - spodnie
Jako że w ciągu tego roku dość aktywnie wymieniałem strój "terenowy" przyszła kolej na spodnie, tak jak reszta uszyte są z wełny, tym razem jest to szare sukno, grubsze niż w przypadku koszuli i mniej delikatne (lekko gryzie). Co do wykroju - postanowiłem uszyć klasyczne pumpy - krótkie, spinane pod kolanem, bazując na radzieckich wojskowych bryczesach wz. 35 których replikę posiadam. Niestety, na początku myślałem że wszystko będzie ok, ale gdybym czegoś nie skopał w wykroju to nie byłbym sobą - okazało się że wykrojone "na styk" na szerokość spodnie jednak są za wąskie - proporcje nogawek do pasa były ok, ale w pasie były za wąskie - co spowodowało wszycie pasów przez całą długość spodni na zewnątrz. Z tyłu początkowo miała być sznurowana regulacja (popularna w spodniach z XIX wieku) ale ostatecznie z niej zrezygnowałem i po prostu wstawiłem klin, aczkolwiek może do jakiegoś podobnego rozwiązania wrócę, tak samo jak zastanawiam się czy by jednak nie zastosować w tych spodniach szelek.
Widok ogólny, ze szwedzkimi skarpetami podciągniętymi do góry...
oraz opuszczonymi.
Co ważne - spodnie nie posiadają kieszeni, stąd ładownica przy pasku (aczkolwiek jeśli będę je przerabiał na szelki zastanowię się nad innym rozwiązaniem - może jakaś naszyta na zewnątrz kieszonka, albo normalna wewnętrzna)
Zdjęcia w zestawie z koszulą nie posiadam jeszcze, natomiast przypuszczalnie oprócz skarpet na golenie przyjdą jeszcze krótkie nogawice lub owijacze, bo same skarpety są czasem niewystarczające.
Teraz idzie czas na szykowanie stroju zimowego...
Widok ogólny, ze szwedzkimi skarpetami podciągniętymi do góry...
Co ważne - spodnie nie posiadają kieszeni, stąd ładownica przy pasku (aczkolwiek jeśli będę je przerabiał na szelki zastanowię się nad innym rozwiązaniem - może jakaś naszyta na zewnątrz kieszonka, albo normalna wewnętrzna)
Zdjęcia w zestawie z koszulą nie posiadam jeszcze, natomiast przypuszczalnie oprócz skarpet na golenie przyjdą jeszcze krótkie nogawice lub owijacze, bo same skarpety są czasem niewystarczające.
Teraz idzie czas na szykowanie stroju zimowego...
wtorek, 19 sierpnia 2014
hubka
Jakiś czas temu trafiłem na metodę przygotowywania hubki do krzesiwa tradycyjnego poprzez gotowanie jej w ługu uzyskanym z popiołu, a że wczoraj miałem rozpalony piec "laboratoryjny" (co którzy czytali wpis o sznurku z wiązu wiedzą o co chodzi) to przy okazji postanowiłem to też przetestować. Dla mniej wtajemniczonych przekrój hubiaka pospolitego (prawie identycznie wygląda czyreń ogniowy):
Używam tutaj tylko amadou - tej żółtej warstwy między skorupą a "rurkami" (tutaj jest słabo rozwinięta). Skorupa jest bezużyteczna w tym przypadku, rurki też (nadają się za to do podtrzymywania żaru). Samo amadou umieszczamy w czystym ługu z popiołu drzewnego i gotujemy ok. 2h, po tym czasie hubka ciemnieje i po wyschnięciu robi się twarda. Aby ją użyć wystarczy ją rozbić i zmechacić krawędź (po rozbiciu można ją po prostu przerwać) - łapie iskrę dość dobrze i powinna być odporniejsza na wilgoć, ale to wyjdzie w trakcie użytkowania.
Używam tutaj tylko amadou - tej żółtej warstwy między skorupą a "rurkami" (tutaj jest słabo rozwinięta). Skorupa jest bezużyteczna w tym przypadku, rurki też (nadają się za to do podtrzymywania żaru). Samo amadou umieszczamy w czystym ługu z popiołu drzewnego i gotujemy ok. 2h, po tym czasie hubka ciemnieje i po wyschnięciu robi się twarda. Aby ją użyć wystarczy ją rozbić i zmechacić krawędź (po rozbiciu można ją po prostu przerwać) - łapie iskrę dość dobrze i powinna być odporniejsza na wilgoć, ale to wyjdzie w trakcie użytkowania.
środa, 13 sierpnia 2014
Maczeta
Dzisiaj będzie wpis sprzętowy, ostatnio w lokalnym sklepie narzędziowym trafiłem na maczety, firmy Ermet-bis, model M2200. Nigdy nie byłem fanem maczet, jednak postanowiłem ją kupić - kosztowała mnie 19 PLN. Stal z jakiej jest wykonana ta maczeta to prawdopodobnie 65MN, długość ostrza 14 cali, grubość ok. 2mm. Nowa prezentuje się tak:
Rękojeść wymagała oszlifowania nie była dobrze spasowana, szlif ostrza też nie był zbyt optymalny. Postanowiłem dodatkowo rękojeść pokryć gumą z kawałka dętki rowerowej, oto efekt:
Kilka dni temu byłem ją testować - dobrze radzi sobie zarówno z roślinnością miękką, jak i z cieńszymi gałęziami itp. (testowałem do ok. 3-4 cm).
Nie jest to sprzęt z najwyższej półki, lecz uważam ze jak za ta cenę jest ona całkiem przyzwoita.
Rękojeść wymagała oszlifowania nie była dobrze spasowana, szlif ostrza też nie był zbyt optymalny. Postanowiłem dodatkowo rękojeść pokryć gumą z kawałka dętki rowerowej, oto efekt:
Kilka dni temu byłem ją testować - dobrze radzi sobie zarówno z roślinnością miękką, jak i z cieńszymi gałęziami itp. (testowałem do ok. 3-4 cm).
Nie jest to sprzęt z najwyższej półki, lecz uważam ze jak za ta cenę jest ona całkiem przyzwoita.
niedziela, 27 lipca 2014
Sznurek z wiązu
To że od dłuższego czasu nic nie publikuję nie oznacza że nic nowego nie robiłem - mam zaległości w publikacji ostatnio. Tym razem (na początku lipca) wziąłem się za obróbkę łyka wiązowego- miałem go spora ilość ze względu na to że na wiosnę wycinałem paroletniego wiąza który mi zawadzał w ogrodzie. Efekty tym razem są o wiele mizerniejsze niż poprzednio niestety...
Technologię zastosowałem taką samą jak w przypadku wierzby, gotowanie w ługu z popiołu, jednak tym razem całość nie powiodła się, mimo 26 godzin gotowania (oczywiście nie non-stop). Użyłem raz "przepracowanego" już ługu, co też mogło mieć wpływ na efekty, lub przyczyną jest za mały nadzór nad procesem - a co za tym idzie za niska temperatura. Najprawdopodobniej powtórzę jeszcze ten eksperyment, ale to dopiero jak zmieni się pogoda, w moim "laboratorium" jest kategorycznie za gorąco przy takiej jak teraz...
Zdjęcie z prac:
Technologię zastosowałem taką samą jak w przypadku wierzby, gotowanie w ługu z popiołu, jednak tym razem całość nie powiodła się, mimo 26 godzin gotowania (oczywiście nie non-stop). Użyłem raz "przepracowanego" już ługu, co też mogło mieć wpływ na efekty, lub przyczyną jest za mały nadzór nad procesem - a co za tym idzie za niska temperatura. Najprawdopodobniej powtórzę jeszcze ten eksperyment, ale to dopiero jak zmieni się pogoda, w moim "laboratorium" jest kategorycznie za gorąco przy takiej jak teraz...
Zdjęcie z prac:
Widać jak zaawansowaną technologią dysponuję przy tych eksperymentach :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)