niedziela, 15 czerwca 2014

Sznurek z wierzby.

Z góry mówię - zdjęć nie ma, bo aparat się obraził (a właściwie akumulatorki).

Ostatnio postanowiłem zabrać się za produkcję sznurka z łyka. Wybrałem do prób łyko wierzbowe ze względu na najłatwiejszą dostępność. Technika którą postanowiłem zastosować to gotowanie w ługu uzyskanym z popiołu, metoda ta była stosowana przez Indian w Ameryce płn. Toteż przygotowałem ług dość mocno stężony ług, włożyłem do niego łyko (zdzierane razem z korą), a następnie gotowałem całość około pięciu godzin. Po tym czasie wyjąłem łyko, kilkakrotnie wypłukałem w czystej wodzie. Następnie można wszystko dokładnie rozdzielić - łyko odchodzi od kory i można je dzielić na warstwy, praktycznie tak cienkie jak się chce. Warstwa będąca bezpośrednio pod korą zazwyczaj jest bardzo słaba i nie ma sensu jej wykorzystywać. Nie trzeba łyka dzielić na pojedyncze włókna - ja dzielę na "tasiemki" szerokości kilku milimetrów. Sznurek skręca się z nich dość wygodnie i jest dość mocny.

Informacje teoretyczne znalezione tutaj: http://www.survival.strefa.pl/u/index_ruzu_sz_lipa.htm

wtorek, 22 kwietnia 2014

Zestaw do rozpalania ognia

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad umieszczeniem mojego zestawu do rozpalania ognia, ostatnio postanowiłem go obfotografować i wrzucić tutaj. Całość wygląda tak:

Puszka blaszana po czeskiej paście do butów, dwa kowalskie krzesiwa, krzemień, hubka - zwęglany częściowo hubiak lub czyreń oraz awaryjnie kawałek błyskoporka,  oraz trochę kawałków tkaniny i sznurka jutowego - po rozpleceniu na pakuły doskonale odpalają od hubki. Puszka nie jest idealnie szczelna, lecz wystarczająco - całość spakowana jest tak że wilgoci nie złapie a do wody wpadać nie zamierzam raczej (chwilowo kąpiel też raczej by wszystkiego nie zamoczyła).  Kolejność pakowania:

na sam dół dają kawałek tkaniny i na to hubkę.
Przykrywam tkaniną i kawałkami sznurka (wstępnie już rozdzielonymi).
Na to kolejny kawałek tkaniny, krzesiwa i krzemienie,
przykryte kolejnym kawałkiem tkaniny i pakułami (upchane tak żeby całość nie miała za dużo luzu).

Zasadniczo nie używam tego jako pakiet "awaryjny", ja to po prostu noszę w teren zamiast zapałek, a jako "awaryjny zestaw" mam zapałki lub zapalniczkę w woreczku strunowym.


sobota, 19 kwietnia 2014

Wymiana ubioru etap II - kapelusz

Od jakiegoś czasu zabierałem się za wykonanie sobie kapelusza - w końcu lato się zbliża. A że dobre filcowe kapelusze są drogie i ciężko znaleźć model który by mi odpowiadał postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce, zakupiłem w firmie Polkap półprodukty z zamiarem samodzielnego uformowania. Nabyłem jeden kaplin (z którego ostatecznie kapelusz powstał) oraz jedne półkaplin (z którego będzie chyba tricorn jak bee miał wenę twórczą). Całość sprowadzała się do rozciągnięcia lekkiego kapelusza oraz uformowania ronda (co nie do końca się udało). Forma wyglądała w ten sposób:
Menażka radziecka typu "kociołek" owinięta materiałem i folią żeby była większa, olchowe darte klamki oraz butelki.
Jeśli chodzi o impregnację i usztywnienie to polecali mi politurę, ale uznałem że szelak jest za drogi i przeprowadziłem kilka prób z kalafonią (własnej produkcji) rozpuszczoną w zwykłym denaturacie - Efekt też wyszedł dobry, jedynie w paru miejscach będzie trzeba poprawić, ale to już moja wina - nierówno nałożyłem mieszaninę. Tutaj zdjęcie gotowego kapelusza:
Etykieta "szycie" jest tutaj baaardzo umowna.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Recykling

Ostatnio podczas chodzenia po lumpeksach trafiły mi się skórzane: kurtka za 5 pln (z grubej skóry jak na odzieżówkę, ok 1,5 mm) i płaszcz z cieńszej za 2 pln, a oto efekty:

Z kurtki - torba



Całość poza surowcem zrobiona z tego co miałem pod ręką, nic poza kurtka na skórę nie musiałem kupić, całość szyta ręcznie bawełnianą woskowaną nicią.

Z płaszcza - fartuch
Fartuch uszyty do celów ogólnych, ale głownie przy szyciu i impregnacji skóry, są to po prostu wyprute plecy od płaszcza z doszytym pakiem na szyję, w pasie oraz kieszenią na piersi.

piątek, 3 stycznia 2014

Dziegieć, cześć I

Od jakiegoś czasu próbuję uzyskać dziegieć. Jako że pierwsze próby postanowiłem zrobić jak najtaniej to zdecydowałem się na techniki nieco współcześniejsze - technika jednonaczyniowa w puszce po farbie. Pierwszą próbę przemilczałem, bowiem nie uzyskałem żadnego konstruktywnego efektu - zrobiłem za mały otwór w wieczku w efekcie czego uzyskałem bardzo efektowne wyrzucenie wieczka w powietrze... Tym razem napchałem do puszki masę kory (była dość  mocno ubita) otwór w wieczku powiększyłem, lecz przysypałem go pewną ilością ziemi żeby zmniejszyć jego drożność. Wypał trwał ok. 50 min, nie dopuszczałem do zapłonu gazów uchodzących górą, po czym wyjąłem puszkę z ognia i ostudziłem powoli, efekt widać poniżej:
Ogólnie sporo kory nie zostało przedestylowane, aczkolwiek cała objętość zmieniła kolor na bardziej brązowy a cześć zredukowała się do sklejonego węgla przypominającego koks lub żużel.  kawałek z płaską ścianą jedną lezący po prawej koło puszki pochodzi z dna, jest tam parę milimetrów dziegciu na dole, był mocno przyklejony do dna, musiałem go odkleić na ciepło. Planuję oddzielić dziegieć od resztek kory i węgla poprzez przetopienia a ponadto spróbować uzyskać go większą ilość modyfikując proces wypału. Oczywiście wszelkie rady będą mile widziane.

Tutaj nalezą się też podziękowania dla mojego kolegi Jeżyka - przy samym wypale pomógł w zbieraniu opału (którego i tak zebraliśmy za dużo) a poza tym czas w lesie przyjemniej można było spędzić mając jakiś temat do rozmowy.

wtorek, 31 grudnia 2013

Wymiana ubioru etap I - koszula

Dość dawno nic nie pisałem ze względu na to że średnio było o czym, a jak już był temat to nie miałem czasu usiąść żeby napisać coś sensownego. Ale jako że skończyłem ciągnący się od czerwca projekt to postanowiłem zaprezentować efekty. Ogólnie to jakiś czas temu stwierdziłem że dobrze by było wymienić większość ubioru na wełnę, jako że jest to bardzo dobry materiał. Postanowiłem zacząć od koszuli, początkowo szukałem takowej, ale ostatecznie postanowiłem uszyć - pierwsze podejście było nieudane, ale dokupiłem trochę takiego samego materiału i kilka dni temu wróciłem do projektu. Całość zajęła mi 4 dni szycia "wieczorami" włącznie z ratowaniem uprzednio źle skrojonych rękawów. Materiał to coś w rodzaju cienkiego sukna wełnianego, jest na tyle delikatny że można go nosić na gołe ciało.

A tutaj jak się to prezentuje na mnie:


Przeszycie na rękawie wynika z konieczności poprawiania źle skrojonych rękawów. Ogólny pomysł był wzorowany na koszulach sprzedawanych przez Bison Bushcraft, jednak uznałem że ponad £90 za koszulę to trochę za dużo i uszyłem podobną samodzielnie.

W międzyczasie powstało trochę drobnych rzeczy, doszyłem też pas biodrowy do jednego plecaka, lecz o tym napiszę może innym razem.

To tyle na dzisiaj - Wszystkim czytelnikom życzę szczęści w nowym roku 2014.

środa, 11 września 2013

"warsztaty rozpalania ognia technikami prymitywnymi" - podejście pierwsze....

W dniach 7-8 września wraz z kolegą Tomasem z forum http://bushcrafter.vipserv.org postanowiliśmy zorganizować sobie warsztaty rozpalania ognia technikami prymitywnymi (w programie łuk ogniowy, ręczny świder i krzesiwo kowalskie), na miejscówce koło Sowińca (okolice Mosiny, to samo miejsce gdzie miał miejsce letni zlot, robiony jeszcze pod egida forum Survivalist.

Na miejsce dotarliśmy ok. godziny 11 w sobotę, rozbiliśmy obóz, i zabraliśmy się za wykonanie zestawu do rozpalania ognia. Podkładka została wykonana z sosny, świder pierwszy by z kruszyny lub czeremchy (nie pamiętam dokładnie gatunku). Ogólnie to po całym dniu rozpaliłem krzesiwem kowalskim jako ze uznaliśmy że potrzebujemy ogniska a ta technika jest jednocześnie prymitywna i w miarę przeze mnie opanowana. Nie braliśmy zapasów wody, gdyż byliśmy przygotowani że została ukryta woda po letnim zlocie, lecz gdy przybyliśmy na miejsce okazało się że pojemniki były puste... W związku z tym poza rozpalaniem ognia musieliśmy zająć się też uzdatnianiem wody. z dużą ilością wody nie było problemu (miejscówka jest blisko warty) jednak trzeba było ją uzdatnić. Thomas dość szybko zbudował filtr z mchu i węgla drzewnego, a po rozpaleniu ognia użyliśmy mojego kociołka do przegotowania wody, i trzeba przyznać że smakiem nie ustępowała normalnej wodzie z kranu.


Wspomniany filtr, zamieniał on zieloną wodę na lekko żółtawą :P

Początkowo na kolację planowaliśmy upieczenie podpłomyków, ostatecznie zostały one zrobione w niedzielę na obiad:

A tutaj połączenie piekarni i stacji uzdatniania wody, gdy woda wrzała pokrywka się unosiła i woda kipiała, łatwo było poznać kiedy się gotuje.

Drugi dzień spędziliśmy na kontynuacji prób rozpalenia ognia, tym razem testowaliśmy jeszcze świder z czarnego bzu. Tutaj dwie fotki mnie podczas prób rozpalenia:

















Całość zakończyliśmy w niedzielę, ok godziny 15, o 17 całkowicie kończąc warsztaty, bowiem musiałem wracać do domu. żadna z prób nie przyniosła oczekiwanego efektu, aczkolwiek nie odczytujemy tego jako porażki, tylko po prostu kolejne doświadczenie.

Na koniec fotka ogólna naszego obozu, testowałem pierwszy raz tarp uszyty z impregnowanej bawełny:

Wywieszone na nim koce wynikają z tego że nie chciałem ich kłaść na ziemię w niedzielę już. Wniosek jest taki że dobrze by było sobie do tarpa przymocować dodatkowo moskitierę, bowiem komary są wyjątkowo uciążliwe jednak :)

Zdjęcie niestety są niskiej jakości bowiem ja zapomniałem aparatu a Tomas baterii do swojego, więc zdjęcia są robione telefonami...