poniedziałek, 3 lutego 2014

Recykling

Ostatnio podczas chodzenia po lumpeksach trafiły mi się skórzane: kurtka za 5 pln (z grubej skóry jak na odzieżówkę, ok 1,5 mm) i płaszcz z cieńszej za 2 pln, a oto efekty:

Z kurtki - torba



Całość poza surowcem zrobiona z tego co miałem pod ręką, nic poza kurtka na skórę nie musiałem kupić, całość szyta ręcznie bawełnianą woskowaną nicią.

Z płaszcza - fartuch
Fartuch uszyty do celów ogólnych, ale głownie przy szyciu i impregnacji skóry, są to po prostu wyprute plecy od płaszcza z doszytym pakiem na szyję, w pasie oraz kieszenią na piersi.

piątek, 3 stycznia 2014

Dziegieć, cześć I

Od jakiegoś czasu próbuję uzyskać dziegieć. Jako że pierwsze próby postanowiłem zrobić jak najtaniej to zdecydowałem się na techniki nieco współcześniejsze - technika jednonaczyniowa w puszce po farbie. Pierwszą próbę przemilczałem, bowiem nie uzyskałem żadnego konstruktywnego efektu - zrobiłem za mały otwór w wieczku w efekcie czego uzyskałem bardzo efektowne wyrzucenie wieczka w powietrze... Tym razem napchałem do puszki masę kory (była dość  mocno ubita) otwór w wieczku powiększyłem, lecz przysypałem go pewną ilością ziemi żeby zmniejszyć jego drożność. Wypał trwał ok. 50 min, nie dopuszczałem do zapłonu gazów uchodzących górą, po czym wyjąłem puszkę z ognia i ostudziłem powoli, efekt widać poniżej:
Ogólnie sporo kory nie zostało przedestylowane, aczkolwiek cała objętość zmieniła kolor na bardziej brązowy a cześć zredukowała się do sklejonego węgla przypominającego koks lub żużel.  kawałek z płaską ścianą jedną lezący po prawej koło puszki pochodzi z dna, jest tam parę milimetrów dziegciu na dole, był mocno przyklejony do dna, musiałem go odkleić na ciepło. Planuję oddzielić dziegieć od resztek kory i węgla poprzez przetopienia a ponadto spróbować uzyskać go większą ilość modyfikując proces wypału. Oczywiście wszelkie rady będą mile widziane.

Tutaj nalezą się też podziękowania dla mojego kolegi Jeżyka - przy samym wypale pomógł w zbieraniu opału (którego i tak zebraliśmy za dużo) a poza tym czas w lesie przyjemniej można było spędzić mając jakiś temat do rozmowy.

wtorek, 31 grudnia 2013

Wymiana ubioru etap I - koszula

Dość dawno nic nie pisałem ze względu na to że średnio było o czym, a jak już był temat to nie miałem czasu usiąść żeby napisać coś sensownego. Ale jako że skończyłem ciągnący się od czerwca projekt to postanowiłem zaprezentować efekty. Ogólnie to jakiś czas temu stwierdziłem że dobrze by było wymienić większość ubioru na wełnę, jako że jest to bardzo dobry materiał. Postanowiłem zacząć od koszuli, początkowo szukałem takowej, ale ostatecznie postanowiłem uszyć - pierwsze podejście było nieudane, ale dokupiłem trochę takiego samego materiału i kilka dni temu wróciłem do projektu. Całość zajęła mi 4 dni szycia "wieczorami" włącznie z ratowaniem uprzednio źle skrojonych rękawów. Materiał to coś w rodzaju cienkiego sukna wełnianego, jest na tyle delikatny że można go nosić na gołe ciało.

A tutaj jak się to prezentuje na mnie:


Przeszycie na rękawie wynika z konieczności poprawiania źle skrojonych rękawów. Ogólny pomysł był wzorowany na koszulach sprzedawanych przez Bison Bushcraft, jednak uznałem że ponad £90 za koszulę to trochę za dużo i uszyłem podobną samodzielnie.

W międzyczasie powstało trochę drobnych rzeczy, doszyłem też pas biodrowy do jednego plecaka, lecz o tym napiszę może innym razem.

To tyle na dzisiaj - Wszystkim czytelnikom życzę szczęści w nowym roku 2014.

środa, 11 września 2013

"warsztaty rozpalania ognia technikami prymitywnymi" - podejście pierwsze....

W dniach 7-8 września wraz z kolegą Tomasem z forum http://bushcrafter.vipserv.org postanowiliśmy zorganizować sobie warsztaty rozpalania ognia technikami prymitywnymi (w programie łuk ogniowy, ręczny świder i krzesiwo kowalskie), na miejscówce koło Sowińca (okolice Mosiny, to samo miejsce gdzie miał miejsce letni zlot, robiony jeszcze pod egida forum Survivalist.

Na miejsce dotarliśmy ok. godziny 11 w sobotę, rozbiliśmy obóz, i zabraliśmy się za wykonanie zestawu do rozpalania ognia. Podkładka została wykonana z sosny, świder pierwszy by z kruszyny lub czeremchy (nie pamiętam dokładnie gatunku). Ogólnie to po całym dniu rozpaliłem krzesiwem kowalskim jako ze uznaliśmy że potrzebujemy ogniska a ta technika jest jednocześnie prymitywna i w miarę przeze mnie opanowana. Nie braliśmy zapasów wody, gdyż byliśmy przygotowani że została ukryta woda po letnim zlocie, lecz gdy przybyliśmy na miejsce okazało się że pojemniki były puste... W związku z tym poza rozpalaniem ognia musieliśmy zająć się też uzdatnianiem wody. z dużą ilością wody nie było problemu (miejscówka jest blisko warty) jednak trzeba było ją uzdatnić. Thomas dość szybko zbudował filtr z mchu i węgla drzewnego, a po rozpaleniu ognia użyliśmy mojego kociołka do przegotowania wody, i trzeba przyznać że smakiem nie ustępowała normalnej wodzie z kranu.


Wspomniany filtr, zamieniał on zieloną wodę na lekko żółtawą :P

Początkowo na kolację planowaliśmy upieczenie podpłomyków, ostatecznie zostały one zrobione w niedzielę na obiad:

A tutaj połączenie piekarni i stacji uzdatniania wody, gdy woda wrzała pokrywka się unosiła i woda kipiała, łatwo było poznać kiedy się gotuje.

Drugi dzień spędziliśmy na kontynuacji prób rozpalenia ognia, tym razem testowaliśmy jeszcze świder z czarnego bzu. Tutaj dwie fotki mnie podczas prób rozpalenia:

















Całość zakończyliśmy w niedzielę, ok godziny 15, o 17 całkowicie kończąc warsztaty, bowiem musiałem wracać do domu. żadna z prób nie przyniosła oczekiwanego efektu, aczkolwiek nie odczytujemy tego jako porażki, tylko po prostu kolejne doświadczenie.

Na koniec fotka ogólna naszego obozu, testowałem pierwszy raz tarp uszyty z impregnowanej bawełny:

Wywieszone na nim koce wynikają z tego że nie chciałem ich kłaść na ziemię w niedzielę już. Wniosek jest taki że dobrze by było sobie do tarpa przymocować dodatkowo moskitierę, bowiem komary są wyjątkowo uciążliwe jednak :)

Zdjęcie niestety są niskiej jakości bowiem ja zapomniałem aparatu a Tomas baterii do swojego, więc zdjęcia są robione telefonami...

poniedziałek, 2 września 2013

Kaletka

Na przełomie lipca i sierpnia uszyłem sobie torbę do pasa do rekonstrukcji wczesnego średniowiecza, tzw. kaletkę. uszyta jest z dość grubej skóry bydlęcej, nie barwionej, jedynie przyciemniałem ze względu na impregnację i użytkowanie. Całość szyta ręcznie, woskowaną dratwą lnianą.

 Przód, widać zapięcie z kawałka młodego klonu, które będę musiał wymienić gdyż zrobiłem je za cienkie.
 Tył, widać dowiązany do niej mały nożyk w pochewce z takiej samej skóry (będzie jeszcze woskowana)
Otwarta kaletka, skóra z przodu najlepiej oddaje kolor jaki ta skóra miała gdy była nowa.

wtorek, 2 lipca 2013

Zlot Survivalist.pl


W dniach 21-23 czerwca 2013 byłem niedaleko Mosiny na zlocie survivalist.pl gdzie poza dobrą zabawą udało mi się namiot z jednej pałatki o którym pisałem w innym poście w praktycznym użyciu (sprawdził się całkiem dobrze) oraz norweski plecak z demobilu.


Na zdjęciach ma przypięty płaszcz wczesnośredniowieczny zamiast pałatki u góry a na dole historyczną "karimatę (płat filcu) i koc zawinięty w środek. Plecak dużo bardziej klimatyczny niż praktyczny - stelaż wykonany jest ze stali a obszycia ze skóry co nadaje mu znaczną wagę, ponadto dolne troczenie nie jest w nim przewidziane i robię to w sposób "kombinowany".  Na zlot do boku plecaka przytroczyłem jeszcze siekierkę hurqvarny, a oto efekt:

czwartek, 30 maja 2013

Austriackie oporządzenie

Ostatnio sprawdzałem kilka konfiguracji austriackiego oporządzenia wojskowego (nie znam dokładnych wzorów, wzorowane na ALICE). Co prawda bez ładownic, manierki itp (tych elementów nie posiadam jeszcze), więc testowałem tylko plecak i "nadupnik" oraz współprace tych elementów.
Teraz kolej na fotki:
Widok z przodu, prawie się nie różni  niezależnie od tego co na plecach. Pas jest od Alice, amerykański, nie austriacki, a ten pasek wiszący na prawej nodze to moja "smycz do telefonu"

Teraz konkretne elementy:


Wyposażenie pełne, marszowe, z głównym plecakiem, torbą i karimata, łączna pojemność tego wszystkiego to ok 60-70 litrów. Ogólnie można całkiem sporo zabrać, dobrze się niesie (ale trzeba iść wyprostowanym, tak by plecak opierał się na nadupniku bo ten dopiero przenosi ciężar na pas. Generalnie taka konfiguracja nie nadaje się do walki, jest się obciążonym a poza tym wybitnie źle się strzela w tym komplecie.
sam nadupnik noszony na pasie - lżej, teoretycznie wygodniej z punktu widzenia"działań bojowych" - ale to można będzie ocenić dopiero jak dojdą ładownice itp. Troczki które mocują normalnie dół głównego plecaka tutaj są zaczepione do nadupnika (ma łącznie 4 oczka u góry).

Nadupnik jako mały plecak - kolejny całkiem wygodny system, testowany jedynie w noszeniu do szkoły co prawda (bez pasa) ale sprawdzał się nieźle.

Teraz garść informacji dodatkowych: jest to oporządzenie dość specyficzne - plecak wisi na szelkach od oporządzenia. Szelki z przodu mają po dwa troczki, jeden do pasa drugi do plecaka - logika podpowiada żeby dłuższy dać do plecaka (jest niejako pod krótkim) - po krótkich testach stwierdzam że to błąd - do plecaka jest krótki pasek, który wyjmujemy z naszytej na dole szelek przelotki i prowadzimy do plecaka, jednocześnie długi zostawiając w tej przelotce i trocząc nim as (na krótkich pas jest nieznośnie wysoko.