sobota, 24 października 2015

Drewno na ognisko - kilka przemyśleń oraz niektóre gatunki.

Zazwyczaj opisywane jako materiał na ognisko gatunki drewna to sosna, świerk, dąb, buk i brzoza. Gatunki te łączy głownie jedna cecha - występują powszechnie. Warto pamiętać że że nie są wszystkie gatunki które nadają się na opał. W tym tekście zawrę kilka uwag do kwestii opału, skrótowo opiszę te gatunki które wymieniłem powyżej oraz kilka innych - już szerzej.

Przede wszystkim niektórzy powołują się na tabelki kaloryczności drewna. Tyle tylko ze mają one mała użyteczność - przede wszystkim wartość energetyczna jest podana w przeliczeniu na kilogramy a nie objętość, co powoduje że bardzo korzystnie wypadają gatunki iglaste - jednak trzeba pamiętać że kilogram sosny zajmuje więcej miejsca niż kilogram np. buka (przy tej samej wilgotności). Ponadto większość energii przy gatunkach iglastych jest wydzielana w formie płomienia - przez co jest trudniejsza do wykorzystania. Wiele osób pomija też ważny aspekt - czy dane drewno łatwo się zapala. Generalnie w tekście chcę skupić się na gatunkach z którymi mam doświadczenie, ale niekoniecznie powszechnie występujących. Trzeba też pamiętać że najlepsze drewno (w wiekowości przypadków) to to które jest suche i pod ręką, później dopiero należy wybierać najlepsze gatunki.

Gatunki powszechnie znane, szybka charakterystyka zalet i wad:

- sosna/świerk -  gatunki iglaste, nie różniące się jakoś szczególnie właściwościami, za wyjątkiem głównej zalety świerku, która polega na tym że martwe gałązki przy pniu prawie zawsze są suche i są jedna z lepszych rozpałek. Głównymi zaletami tych drzew jest łatwa dostępność i to ze łatwo się zapalają, poza tym nie dają jakoś szczególnie dużo żaru, spalają się dość szybko, dym z nich jest gryzący oraz strzelają iskrami. Warto pamiętać że kora sosnowa trudno się zapala.
- dąb - dobre drewno na opał, dające sporo żaru. Zdarza się jednak że strzela iskrami.
- buk - podobnie jak dąb, z tą różnicą ze drewno to charakteryzuje się szybkim butwieniem, przez co zazwyczaj nie warto zwracać uwagi na drewno lezące na ziemi, nawet mając możliwość jego wysuszenia, oraz nie strzela iskrami.
- brzoza - tu opisy skupiają się na korze w charakterze rozpałki. Samo drewno parametrami przypomina nieco buka, jest jednak trochę mnie kaloryczna i daje nieco mniej żaru.

Inne gatunki:

- jesion - często pojawiające się w artykułach drewno, pali się dobrze, umiarkowanie łatwo się zapala, dając sporo żaru, tam gdzie występuje powszechnie - dobry opał.

- grab i wiąz - jedne z moich ulubionych gatunków drewna na ognisko, niestety, dość rzadko występujące. Palą się długo pozostawiając dużo żaru. Niestety ich wadą jest to ze są to gatunki trudno zapalające się przez co nadają się dopiero na późniejszy okres ogniska (chociaż drobno porąbane dają radę). Grab jest ponadto łatwy do pozyskania bez pomocy narzędzi - w przypadku stojących martwych drzew dość szybko gniją korzenie, przez co gołymi rękoma można bez problemu obalić drzewko o średnicy 10-15cm.

- klon - mimo dość powszechnego występowania w podszycie naszych lasów rzadko opisywane drewno. Nie jest to jakieś świetne drewno, pali się przeciętnie długo i daje tak samo przeciętną ilość żaru, ale za to jest łatwo dostępne.

- olcha - drzewo bardzo popularne na terenach podmokłych, czasem współwystępujące z jesionem. Łatwo zapalne, pali się jednak dość szybko i prawie w ogóle nie zostawia żaru, co może być zarówno zaletą jak i wadą, Gatunek też dobrze nadaje się do wędzenia - jest dość "bezpieczny". Niestety,  często nawet stojący posusz jest mokry.

- czarny bez - dość ciekawe drewno - z jednej strony cienkie gałązki bardzo łatwo się zapalają z drugiej grubsze dają przyzwoitą ilość żaru (jednak dość szybko się spalają). Ponadto drewno to w niektórych miejscach występuje w dużych ilościach, oraz nie ma tendencji do wchłaniania tak wilgoci jak olcha.

Mam nadzieję ze dla niektórych przynajmniej czytelników artykuł ten będzie pomocny. Innych gatunków nie opisuję, gdyż nie mam z nimi większego doświadczenia.

czwartek, 14 maja 2015

Smoła

Zgodnie z zapowiedziami sprzed jakiegoś czasu - zabrałem się za produkcję smoły drzewnej, z przeżywiczonego drewna sosnowego. Przygotowałem nową puszkę (wyższą i łączoną z fragmentów dwóch 5 litrowych puszek po farbie). Tym razem zawartość była wpakowana bezładnie do środka, puszka wkopana na prawie całą głębokość i ogrzewana przez 5 godzin. Niestety to co wystarczało niższej puszce dla tej okazało się za krótkim czasem i po otwarciu zobaczyłem to:
A całość wyglądała tak:
Mimo pozornie słabego przerobienia ilośc uzyskanej smoły była całkiem spora:
Wydajność w porównaniu do dziegciu jest spora, zwłaszcza że surowiec nie był idealny. Oprócz produkcji smoły testowałem tym razem robienie a ognisku szaszłyków - przy odrobinie wprawy wychodzą idealnie.

Sama próba ze smoła jest do powtórzenia - trzeba pomanipulować czasem i głębokością wkopania.

środa, 18 lutego 2015

Znowu to samo...



Wszystkich zainteresowanych czymś nowym z góry ostrzegam - mój blog jest od jakiegoś czasu monotematyczny, postanowiłem sobie za cel dopracowanie produkcji dziegciu. I ostrzegam, że jeśli w najbliższym czasie wrzucę coś innego to prawdopodobnie będzie to oznaczało że znalazłem karpinę i robię smołę. Na wiosnę planuję wziąć się na większą skalę za sznurek z łyka wierzbowego, gdyż na pewien projekt potrzebuję go większa ilość. Jest jeszcze kilka innych rzeczy których chce się w tym roku nauczyć, pewnie większość z nich nie wyjdzie jak zwykle, ale planowanie nie zaszkodzi.

W każdym razie do rzeczy - przez dwa tygodnie pod rzad eksperymentowałem z produkcją dziegciu, tym razem w nowej puszcze:

Puszka jest większa - ma ok 2,5 litra pojemności, jest niższa i płaska - można ją zakopywać całkowicie.
Pierwszy wypad był 7 lutego, tym razem poszedłem z Jarkiem, poza produkcja dziegciu postanowiliśmy ugotować coś ambitnego - kurczak z ryżem i warzywami w terenie
Ja kulinarnie byłem mniej ambitny trochę, ale szaszłyk z kiełbasy i cebuli też spoko:
oraz przetestowałem herbatę z błyskoporka: 

Po trzech godzinach ogrzewania zawartości puszki, zawartość była wypalona prawie do dna, aczkolwiek uznałem że można jeszcze trochę przedłużyć.

 Dziegieć tym razem wyszedł bardzo rzadki, rozwarstwiający się na smołę i coś o konsystencji wody (prawdopodobnie skroplił się tez metanol, kwas octowy itp), niestety, nie udało mi się uchwycić tego na zdjęciu.
Niestety to co widać jest mało adekwatne bo podczas odkopywania do dolnej puszki nasypało się trochę ziemi która zanieczyściła zawartość więc tak naprawdę było go mniej niż tu widać.

z drugiej próby będzie mniej zdjęć, bo raz że byłem sam, z dwa jak kończyłem to było już ciemno. Tym razem byłem mocno zaskoczony. Puszkę ogrzewałem o godzinę dłużej niż poprzednio (4 zamiast 3 godzin) a zawartość była mniej wypalona niż w tamtej próbie. Dziegieć wyszedł o analogicznej konsystencji.
Tym razem udało mi się go nie zanieczyścić. więcej zdjęć a produkcji nie mam, gdyż jak mówiłem było już ciemno a baterie w aparacie padały. Za to dodam zdjęcie "kulinarne":
Wszystko co da się zrobić na grillu można tez zrobić na ognisku.

Pozdrawiam i spodziewajcie się kolejnych wpisów o tej tematyce w najbliższym czasie.

sobota, 17 stycznia 2015

Dziegieć, podejście trzecie

Dzisiaj po raz kolejny, w wypróbowanym już składzie czyli Sławek i ja poszliśmy eksperymentować z produkcją dziegciu. Tym razem Sławek zajmował się robieniem zdjęć, więc jest ich trochę więcej. Tym razem puszka była wkopana nieco płycej i ogrzewana przez 3 godziny, co bardzo pozytywnie wpłynęło na efekty.

Wkopywanie w ziemię puszki po konserwach - zbiornika na dziegieć

Cały zestaw zakopany w ziemi
Resztki kory z poprzedniego wypału wykorzystałem jako rozpałkę
Ognisko tym razem tez było nie tylko palone dłużej, ale tez intensywniej (zwłaszcza że użyliśmy więcej grubszego drewna)
No i efekt po otwarciu "pieca"
Tyle wyszło po przelaniu do takiego samego słoika jak poprzednio (takiego samego, ale nowego - to jest dziegieć tylko z tego wypału).
Niedopalonej kory tym razem było tylko tyle, reszta sie ładnie wyprażyła w drobny węgiel drzewny.

Następnym razem chcemy jeszcze trochę zwiększyć czas wypału, dodatkowe pół godziny powinno ładnie dokończyć to co zostało na dnie.