wtorek, 30 grudnia 2014

Dziegieć, podejście drugie

Tej zimy postanowiłem wrócić do eksperymentów z dziegciem - jeśli robi się to w puszce to jest to idealna na to pora roku, więc znalazłem kumpla który miał wolny czas i poszliśmy do lasu. Tym razem próbowałem metody dwu-naczyniowej, na podstawie tutorialu znalezionego w internecie http://jonsbushcraft.com/birchtar.htm Jako puszki na korę użyłem wypalonej puszki po farbie (tej samej co przy poprzedniej próbie), jako dolnej puszki na dziegieć użyłem puszki po groszku konserwowym.

Kora była pakowana nieco inaczej niz w tutorialu - szerokość płatów była mniejsza od wysokości puszki, więc na dole uzupełniłem do pożądanej długości dodatkowymi paskami, również zwiniętymi i umieszczonymi w pionie. Otwór był wybity w wieczku a puszka mieszczona wieczkiem do dołu. Puszka w jakichś 4/5 była pod ziemią.
Ognisko rozpalone na puszce paliło się około 2 godzin, główne drewno opałowe to suchy czarny bez, sprawdził się nawet nie najgorzej co prawda spalał się dość szybko, ale było to jedyne suche drewno które było pod ręką. Po tym czasie rozgarnęliśmy gałęzie i żar, jego resztę zalaliśmy wodą i wyjęliśmy cały zestaw. Po otwarciu puszki widok nie był zbyt obiecujący:
No nic, dziegieć z dolnej puszki przelałem do słoika, spakowaliśmy się i udaliśmy się do domów. Po opróżnieniu puszki okazało się że tylko górna cześć uległa całkowitemu przerobieniu:
Dolna natomiast była w postaci węgla a nawet surowej kory posklejanej dziegciem. Wniosek - za krótki wypał, następnym razem przedłużę do 3 albo nawet 4 godzin i powinno dać to lepszy efekt. Dziegciu wyszło tyle:
Co raczej nie jest jakimś super wynikiem, ale próbować będę dalej.

Tak poza tym pudełko z kory, po uszczlenieniu znalażło swoje zastosowanie - zastapiło puszke na zestaw do rozpalania ognia:


Pozdrawiam wszystkich czytelników i życzę im szczęśliwego nowego roku.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Facebook

Postanowiłem założyć temu blogowi stronę na twarzoksiążce, wpisy rzeczowe będą publikowane w dalszym ciągu tutaj, tam będą jedynie zapowiedzi, oraz informacje o nowych wpisach

Adres: https://www.facebook.com/survivalinaczej

wtorek, 23 grudnia 2014

Pudełko z kory

Ostatnio trafiłem na dość ciekawy tutorial robienia pudełek z kory brzozowej (http://jarrodstonedahl.blogspot.com/2014/01/birch-bark-box-tutorial.html) i postanowiłem go przetestować, jako że ostatnio znalazłem sporo dobrej kory (gruba i schodziła dużymi płatami). Zdjęć z produkcji nie ma, jak będę robił następne to pstryknę kilka fotek, więc prezentuje tylko efekt końcowy:




Technicznie - brak elektronarzędzi, denka z olchy (łupane klapki) wykonane ręczną piłą, nożem, dłutek i tarnikiem. Sznurek skręcany z łyka wierzbowego gotowanego w ługu z popiołu (odsyłam do wpisu poświęconego temu konkretnemu zagadnieniu)

czwartek, 13 listopada 2014

Racznik



Dzisiaj wpis bardziej dotyczący rekonstrukcji historycznej, w związku z tym że zajmujemy się głownie odtwarzaniem (głownie) średniowiecznego rybactwa, ostatnio postanowiłem wykonać pułapkę na raki - racznik. Wykonany jest z drewna świerkowego (klapki łupane przy pomocy froe) oraz korzeni sosnowych (łączenie klapek). Raki na sprzęt tego typu łapano wkładając do środka przynętę, a racznik obciążano i zatapiano. W celu wyjęcia raków wyjmuje się jedną z klapek która nie ma nacięć stabilizujących ją w oplocie z korzeni. Obecnie byłoby trudno coś złapać na taki jak ten, z dużymi przerwami  miedzy klapkami - obecnie popularnie występujące raki są mniejsze od raka błotnego i rzecznego, które osiągały większe rozmiary.




środa, 17 września 2014

Sznurek z lipy

Kolejny wpis o robieniu sznurka, ogólnie ten blog niedługo będzie blogiem o sznurkach... Ale do rzeczy - technikę którą stosowałem w przypadku łyka wierzbowego i wiązowego postanowiłem zastosować też przy lipowym. Jako że kory z grubszej lipy mam spory zapas:

Postanowiłem trochę po testować. Używałem warstwy będącej bezpośrednio pod korą, warstwę głębszą oddzieliłem od razu, baz gotowania, w okresie kiedy była pozyskana ta kora jest ona już dość zdrewniała.

Materiał tradycyjnie do gara i gotujemy:
Przy okazji robiłem też eksperyment z hubką, opisany wcześniej. Gotowałem 6 godzin, po tym czasie wszystko wypłukałem.

Rozwłóknienia przyzwoite, choć gorsze niż w przypadku wierzby, włókno krótkie, lecz lepsze niż wierzbowe z warstwy bezpośrednio pod korowej, nadaje się raczej na grubsze linki niż cienki sznurek. Bezpośrednio po pierwszych płukaniach łyko sprawiało wrażenie jakby było pokryte czymś w rodzaju śluzu, ale dokładniejsze wypłukanie rozwiązało ten problem. Dłuższe gotowanie mogłoby dać lepsze rezultaty.

środa, 27 sierpnia 2014

Wymiana ubioru etap III - spodnie

Jako że w ciągu tego roku dość aktywnie wymieniałem strój "terenowy" przyszła kolej na spodnie, tak jak reszta uszyte są z wełny, tym razem jest to szare sukno, grubsze niż w przypadku koszuli i mniej delikatne (lekko gryzie). Co do wykroju - postanowiłem uszyć klasyczne pumpy - krótkie, spinane pod kolanem, bazując na radzieckich wojskowych bryczesach wz. 35 których replikę posiadam. Niestety, na początku myślałem że wszystko będzie ok, ale gdybym czegoś nie skopał w wykroju to nie byłbym sobą - okazało się że wykrojone "na styk" na szerokość spodnie jednak są za wąskie - proporcje nogawek do pasa były ok, ale w pasie były za wąskie - co spowodowało wszycie pasów przez całą długość spodni na zewnątrz. Z tyłu początkowo miała być sznurowana regulacja (popularna w spodniach z XIX wieku) ale ostatecznie z niej zrezygnowałem i po prostu wstawiłem klin, aczkolwiek może do jakiegoś podobnego rozwiązania wrócę, tak samo jak zastanawiam się czy by jednak nie zastosować w tych spodniach szelek.

Widok ogólny, ze szwedzkimi skarpetami podciągniętymi do góry...
oraz opuszczonymi.

Co ważne - spodnie nie posiadają kieszeni, stąd ładownica przy pasku (aczkolwiek jeśli będę je przerabiał na szelki zastanowię się nad innym rozwiązaniem - może jakaś naszyta na zewnątrz kieszonka, albo normalna wewnętrzna)

Zdjęcia w zestawie z koszulą nie posiadam jeszcze, natomiast przypuszczalnie oprócz skarpet na golenie przyjdą jeszcze krótkie nogawice lub owijacze, bo same skarpety są czasem niewystarczające.

Teraz idzie czas na szykowanie stroju zimowego...

wtorek, 19 sierpnia 2014

hubka

Jakiś czas temu trafiłem na metodę przygotowywania hubki do krzesiwa tradycyjnego poprzez gotowanie jej w ługu uzyskanym z popiołu, a że wczoraj miałem rozpalony piec "laboratoryjny" (co którzy czytali wpis o sznurku z wiązu wiedzą o co chodzi) to przy okazji postanowiłem to też przetestować. Dla mniej wtajemniczonych przekrój hubiaka pospolitego (prawie identycznie wygląda czyreń ogniowy):



Używam tutaj tylko amadou - tej żółtej warstwy między skorupą a "rurkami" (tutaj jest słabo rozwinięta). Skorupa jest bezużyteczna w tym przypadku, rurki też (nadają się za to do podtrzymywania żaru). Samo amadou umieszczamy w czystym ługu z popiołu drzewnego i gotujemy ok. 2h, po tym czasie hubka ciemnieje i po wyschnięciu robi się twarda. Aby ją użyć wystarczy ją rozbić i zmechacić krawędź (po rozbiciu można ją po prostu przerwać) - łapie iskrę dość dobrze i powinna być odporniejsza na wilgoć, ale to wyjdzie w trakcie użytkowania.

środa, 13 sierpnia 2014

Maczeta

Dzisiaj będzie wpis sprzętowy, ostatnio w lokalnym sklepie narzędziowym trafiłem na maczety, firmy Ermet-bis, model M2200. Nigdy nie byłem fanem maczet, jednak postanowiłem ją kupić - kosztowała mnie 19 PLN. Stal z jakiej jest wykonana ta maczeta to prawdopodobnie 65MN, długość ostrza 14 cali, grubość ok. 2mm. Nowa prezentuje się tak:
Rękojeść wymagała oszlifowania nie była dobrze spasowana, szlif ostrza też nie był zbyt optymalny. Postanowiłem dodatkowo rękojeść pokryć gumą z kawałka dętki rowerowej, oto efekt:

Kilka dni temu byłem ją testować - dobrze radzi sobie zarówno z roślinnością miękką, jak i z cieńszymi gałęziami itp. (testowałem do ok. 3-4 cm).

Nie jest to sprzęt z najwyższej półki, lecz uważam ze jak za ta cenę jest ona całkiem przyzwoita.

niedziela, 27 lipca 2014

Sznurek z wiązu

To że od dłuższego czasu nic nie publikuję nie oznacza że nic nowego nie robiłem - mam zaległości w publikacji ostatnio. Tym razem (na początku lipca) wziąłem się za obróbkę łyka wiązowego- miałem go spora ilość ze względu na to że na wiosnę wycinałem paroletniego wiąza który mi zawadzał w ogrodzie. Efekty tym razem są o wiele mizerniejsze niż poprzednio niestety...

Technologię zastosowałem taką samą jak w przypadku wierzby, gotowanie w ługu z popiołu, jednak tym razem całość nie powiodła się, mimo 26 godzin gotowania (oczywiście nie non-stop). Użyłem raz "przepracowanego" już ługu, co też mogło mieć wpływ na efekty, lub przyczyną jest za mały nadzór nad procesem - a co za tym idzie za niska temperatura. Najprawdopodobniej powtórzę jeszcze ten eksperyment, ale to dopiero jak zmieni się pogoda, w moim "laboratorium" jest kategorycznie za gorąco przy takiej jak teraz...

Zdjęcie z prac:

Widać jak zaawansowaną technologią dysponuję przy tych eksperymentach :)

niedziela, 15 czerwca 2014

Sznurek z wierzby.

Z góry mówię - zdjęć nie ma, bo aparat się obraził (a właściwie akumulatorki).

Ostatnio postanowiłem zabrać się za produkcję sznurka z łyka. Wybrałem do prób łyko wierzbowe ze względu na najłatwiejszą dostępność. Technika którą postanowiłem zastosować to gotowanie w ługu uzyskanym z popiołu, metoda ta była stosowana przez Indian w Ameryce płn. Toteż przygotowałem ług dość mocno stężony ług, włożyłem do niego łyko (zdzierane razem z korą), a następnie gotowałem całość około pięciu godzin. Po tym czasie wyjąłem łyko, kilkakrotnie wypłukałem w czystej wodzie. Następnie można wszystko dokładnie rozdzielić - łyko odchodzi od kory i można je dzielić na warstwy, praktycznie tak cienkie jak się chce. Warstwa będąca bezpośrednio pod korą zazwyczaj jest bardzo słaba i nie ma sensu jej wykorzystywać. Nie trzeba łyka dzielić na pojedyncze włókna - ja dzielę na "tasiemki" szerokości kilku milimetrów. Sznurek skręca się z nich dość wygodnie i jest dość mocny.

Informacje teoretyczne znalezione tutaj: http://www.survival.strefa.pl/u/index_ruzu_sz_lipa.htm

wtorek, 22 kwietnia 2014

Zestaw do rozpalania ognia

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad umieszczeniem mojego zestawu do rozpalania ognia, ostatnio postanowiłem go obfotografować i wrzucić tutaj. Całość wygląda tak:

Puszka blaszana po czeskiej paście do butów, dwa kowalskie krzesiwa, krzemień, hubka - zwęglany częściowo hubiak lub czyreń oraz awaryjnie kawałek błyskoporka,  oraz trochę kawałków tkaniny i sznurka jutowego - po rozpleceniu na pakuły doskonale odpalają od hubki. Puszka nie jest idealnie szczelna, lecz wystarczająco - całość spakowana jest tak że wilgoci nie złapie a do wody wpadać nie zamierzam raczej (chwilowo kąpiel też raczej by wszystkiego nie zamoczyła).  Kolejność pakowania:

na sam dół dają kawałek tkaniny i na to hubkę.
Przykrywam tkaniną i kawałkami sznurka (wstępnie już rozdzielonymi).
Na to kolejny kawałek tkaniny, krzesiwa i krzemienie,
przykryte kolejnym kawałkiem tkaniny i pakułami (upchane tak żeby całość nie miała za dużo luzu).

Zasadniczo nie używam tego jako pakiet "awaryjny", ja to po prostu noszę w teren zamiast zapałek, a jako "awaryjny zestaw" mam zapałki lub zapalniczkę w woreczku strunowym.


sobota, 19 kwietnia 2014

Wymiana ubioru etap II - kapelusz

Od jakiegoś czasu zabierałem się za wykonanie sobie kapelusza - w końcu lato się zbliża. A że dobre filcowe kapelusze są drogie i ciężko znaleźć model który by mi odpowiadał postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce, zakupiłem w firmie Polkap półprodukty z zamiarem samodzielnego uformowania. Nabyłem jeden kaplin (z którego ostatecznie kapelusz powstał) oraz jedne półkaplin (z którego będzie chyba tricorn jak bee miał wenę twórczą). Całość sprowadzała się do rozciągnięcia lekkiego kapelusza oraz uformowania ronda (co nie do końca się udało). Forma wyglądała w ten sposób:
Menażka radziecka typu "kociołek" owinięta materiałem i folią żeby była większa, olchowe darte klamki oraz butelki.
Jeśli chodzi o impregnację i usztywnienie to polecali mi politurę, ale uznałem że szelak jest za drogi i przeprowadziłem kilka prób z kalafonią (własnej produkcji) rozpuszczoną w zwykłym denaturacie - Efekt też wyszedł dobry, jedynie w paru miejscach będzie trzeba poprawić, ale to już moja wina - nierówno nałożyłem mieszaninę. Tutaj zdjęcie gotowego kapelusza:
Etykieta "szycie" jest tutaj baaardzo umowna.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Recykling

Ostatnio podczas chodzenia po lumpeksach trafiły mi się skórzane: kurtka za 5 pln (z grubej skóry jak na odzieżówkę, ok 1,5 mm) i płaszcz z cieńszej za 2 pln, a oto efekty:

Z kurtki - torba



Całość poza surowcem zrobiona z tego co miałem pod ręką, nic poza kurtka na skórę nie musiałem kupić, całość szyta ręcznie bawełnianą woskowaną nicią.

Z płaszcza - fartuch
Fartuch uszyty do celów ogólnych, ale głownie przy szyciu i impregnacji skóry, są to po prostu wyprute plecy od płaszcza z doszytym pakiem na szyję, w pasie oraz kieszenią na piersi.

piątek, 3 stycznia 2014

Dziegieć, cześć I

Od jakiegoś czasu próbuję uzyskać dziegieć. Jako że pierwsze próby postanowiłem zrobić jak najtaniej to zdecydowałem się na techniki nieco współcześniejsze - technika jednonaczyniowa w puszce po farbie. Pierwszą próbę przemilczałem, bowiem nie uzyskałem żadnego konstruktywnego efektu - zrobiłem za mały otwór w wieczku w efekcie czego uzyskałem bardzo efektowne wyrzucenie wieczka w powietrze... Tym razem napchałem do puszki masę kory (była dość  mocno ubita) otwór w wieczku powiększyłem, lecz przysypałem go pewną ilością ziemi żeby zmniejszyć jego drożność. Wypał trwał ok. 50 min, nie dopuszczałem do zapłonu gazów uchodzących górą, po czym wyjąłem puszkę z ognia i ostudziłem powoli, efekt widać poniżej:
Ogólnie sporo kory nie zostało przedestylowane, aczkolwiek cała objętość zmieniła kolor na bardziej brązowy a cześć zredukowała się do sklejonego węgla przypominającego koks lub żużel.  kawałek z płaską ścianą jedną lezący po prawej koło puszki pochodzi z dna, jest tam parę milimetrów dziegciu na dole, był mocno przyklejony do dna, musiałem go odkleić na ciepło. Planuję oddzielić dziegieć od resztek kory i węgla poprzez przetopienia a ponadto spróbować uzyskać go większą ilość modyfikując proces wypału. Oczywiście wszelkie rady będą mile widziane.

Tutaj nalezą się też podziękowania dla mojego kolegi Jeżyka - przy samym wypale pomógł w zbieraniu opału (którego i tak zebraliśmy za dużo) a poza tym czas w lesie przyjemniej można było spędzić mając jakiś temat do rozmowy.