środa, 4 lipca 2012

w mokrym lesie...

Więc na początek bardzo ambitny wniosek: po kilku dniach deszczy w lesie i na łąkach jest mokro... nawet bardzo mokro...

Ale do rzeczy: wczoraj postanowiłem trochę się przejść, trasa wg. mapy ok. 12 km, więc niby spokojnie. Tyle tylko że nie wziąłem poprawki na to że część tej trasy wiedzie przez łąki oraz lasy które normalnie do suchych nie należą, a co dopiero po takich deszczach (w sumie to trasa nie była planowana...). Ciekawym doświadczeniem jest chodzenie po bagnach z kijem (chociaż kij to chyba nie jest odpowiednia nazwa dla drąga średnicy 5-6cm i długiego na jakieś 190), co pozwala na w miarę bezpieczne badanie gruntu przed sobą, przydaje się to też przy przekraczanie rowów (można badać zarówno ilość wody jak i sprawdzać ilość mułu na dnie, oraz można się niem podpierać gdy idzie się po zaimprowizowanym moście). Wyjście było można powiedzieć "bezproduktywne", gdyż nie udało mi się znaleźć nic ciekawego poza jagodami i malinami, zdjęć z terenu nie ma bo nie miałem aparat a zdjęć z domu nie ma bo ich zwyczajnie do domu nie przyniosłem... całość zajęła mi duuzo czasu (jakieś 4-5 godzin), lecz to kwestia tego że szedłem nieznaną trasą oraz miałem sporo przystanków. Najgorzej na wyjście zareagowały chyba buty, były kompletnie przemoczone, a czubki się odbarwiły (wypłukało barwnik pasty)

PS. zdjęć do tego postu nie ma i nie będzie bo nie miałem ani aparatu ani człowieka z aparatem pod ręką.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Spacerek vel "Warsztaty przepacania furażerki"


Wczoraj podczas wyjścia z kolegą postanowiłem przetestować radzieckie oporządzenie marszowe, pozwalając sobie co prawda na kilka ustępstw (brak regulaminowej bielizny, zamiast zrolowanego szynela zwykły koc a plecak po prostu wypchany tym co było pod ręką, ponad to bez broni i z pusta torbą amunicyjną od rusznicy p-panc), lecz mimo to niezbyt długa trasa, jakieś 10 km, może trochę więcej, przy temp. ok 30°C dała mi w kość. Na zdjęciach tego nie widać, lecz na dole furażerki tworzy się w takiej sytuacji ciemniejsza, mokra od potu obwódka, człowiek zaczyna też rozumieć ideę krótkich włosów w wojsku (moje długie można było wykręcać po powrocie).
Jedna rzecz na którą nie narzekam: mimo wykonania z wełny (koce wojskowe), owijacze nawet przy takiej temperaturze sprawdzają się bardzo dobrze, pod warunkiem dobrego ich związania (za luźne spadają a za ciasno osłabiają krążenie), spełniają swoją najważniejsza funkcję czyli chronią nogi przed uszkodzeniami, spodnie przed zabrudzeniem, oraz nie wpijają za dużo wody jak ktoś idący przez środek kałuży cię ochlapie.

PS. zaczęły się wakacje, więc mam nadzieję że będzie więcej wpisów z łażenia