poniedziałek, 18 marca 2013

Sakiewka + bonus

 Wielki dzień!! dwa posty na blogu w tym samym dniu :P
Ostatnio postanowiłem spożytkować niedawno zakupiony kawałek świńskiej 1,5mm skóry. No i wyszła taka sobie sakiewka:


Etap pierwszy: zszycie kawałków
Etap drugi: okazało się że wywijać trzeba na mokro więc trzeba było namoczyć skórę i później suszyć wypchaną papierem...

Etap drugi, kontynuacja.


Etap trzeci: po wyschnięciu skóra zesztywniała, tutaj się natłuszcza :P

No i praktycznie gotowa sakiewka.

J.W., tylko inaczej ułożona

Całość (poza natłuszczaniem) wykonana w szkole na wolnych lekcjach, z użyciem dwóch igieł, grubej bawełnianej nici, smoły szewskiej i samorobnego szpilorka. Ogólny wniosek jest taki że lepiej używać cieńszej skóry jednak na tego typu wyroby. Po natłuszczeni jest ciemniejsza niż wyszło na zdjęciach (lampa błyskowa). Ogólnie jak na pierwszą sakiewkę jestem całkiem zadowolony.

I na koniec ów bonus: wziąłem się za rozpalanie ognia łukiem ogniowym, na chwilę obecną nic z tego nie wychodzi, ale prace trwają.

końcówka zimy...

W ostatnią sobotę stwierdziłem ze zima wróciła ale wkrótce pójdzie już na dobre więc można by było się przejść trochę po lesie jeszcze. udało mi się nawet wyciągnąć kolegą po którym bym się tego nie spodziewał raczej zazwyczaj. Plan był bardzo prosty, idziemy, wiemy gdzie jesteśmy przez cały czas i wracamy, trasa została zaplanowana na podstawie mapy. Jednak jak to bywa w przypadku moich wyjść trzeba było iść inaczej i zrobić więcej kilometrów w sporo większym czasie i na dodatek nie do końca wiedząc jak (dalej nie wiem dokładnie którędy szliśmy wg. mapy). Dobra, jak to bywa na moim blogu, pora na fotki:





 Tutaj obiecana już kiedyś tablica, stojąca przy wojewódzkiej drodze...
 A tutaj jeden z powodów dla którego wyjście tyle trwało... Drugi to taki że nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy w pewnym momencie.
 A tutaj ciekawostka: ścięta w zimie brzoza zaczęła puszczać sok podczas gdy nadeszły mrozy, no i mamy mrożonki.


 Oraz co możemy znaleźć w lesie - otóż najłatwiej o butelki (chociaż rzadko taką jak ta, te są zwrotne...)

Do tego w gratisie pakiet "krzaki":


Wyjście było zakończone wielkim sukcesem, biorąc pod uwagę że udało mi się wyciągnąć na nie tego kumpla, oraz to ze się nie zgubiliśmy, bo wyszliśmy na inną drogę niż się spodziewaliśmy...

czwartek, 7 marca 2013

Takie tam...

Zazwyczaj Piszę posty bezpośrednio po tym co robię i dotyczą jednego wydarzenia, tym razem będzie to podsumowanie tygodnia raczej. toteż dwie kwestie które chcę poruszyć:

Dnia 27 lutego zrobiłem eksperyment z sucharami z mąki owsianej. Mąkę z braku innej możliwości otrzymałem mieląc płatki owsiane.
Na początek bierzemy 2 szklanki mąki:
 Dolewamy szklankę wody, trochę soli i wyrabiamy ciasto. Ja, idąc za radą pewnej osoby postanowiłem dodać też trochę tłuszczu, zdecydowałem się na smalec, bo akurat był pod ręką. Wychodzi nam takie coś:
 Ciasto jest okrutnie lepkie, więc wałkowanie się zbytnio nie powiodło, w związku z czym poszczególne "suchary" formowałem w rekach wiec wyszły okrągłe (tutaj już po upieczeniu):
 A tutaj zdjęcie "rodzinne" po zdjęciu z blachy:
W smaku nie jest to nic szczególnego, spakowałem je do woreczka płóciennego i schowałem do szafki. dzisiaj (po 8 dniach) jest toto całkiem zjadliwe, tyle ze twarde dość.

Do tego w sobotę (2 marca) poszedłem szukać noża który zgubiłem jakiś czas temu... Niestety noża nie udało się znaleźć, jest tylko garść fotek.
tutaj widać że przyroda budzi się do życia, mrówki się obudziły (co nie jest dla nich niczym ciekawym bowiem mają jeszcze wrócić mrozy ponoć):
 Oraz dwie fotki potoczku. Co bardziej dociekliwi zauważą że ten potoczek już był na zdjęciach, z tego samego miejsca:

 Oraz znalezisko typu "hit lasu": kask motocyklowy...
Wyjście w sumie mało udane, gdyż główny cel nie został zrealizowany...