środa, 8 maja 2013

Testy

Dzisiaj z okazji dość ładnej pogody postanowiłem przetestować kilka rzeczy których się dorobiłem ostatnimi czasy.
Na warsztat idą więc:
Nóż który otrzymałem na 18 urodziny, oraz:
Snapsack, coś co przy pewnej dozie fantazji można nazwać nawet plecakiem.

Zatem, do dzieła. działania z użyciem noża dokumentowałem fotograficznie. Testowany (tylko główny nóż z tego zestawu, jest tam jeszcze takie małe nie-wiadomo-co) był w następujących kwestiach:
- wygoda noszenia (przyzwoita nawet)
- przydatność do prac precyzyjnych (żadna)
- przydatność przy rąbaniu - początkowo wydawało mi się że czechosłowacki bagnecik powędruje na półkę, bowiem rąbał pięknie... do momentu gdy dowiedziałem się jak jest mocowane ostrze do rękojeści. Otóż rękojeść jest pusta w środku, ponieważ jest tam pojemnik. spodziewałem się że ostrze też jest mocowane na zasadzie gwintu czy coś... Ale nie, ostrze jest oblane plastikiem i siedzi na wcisk, co po chwili rąbania dało taki efekt:
Da się to po czymś takim z powrotem osadzić, ale niesmak pozostał... Wniosek: do rąbania póki nie będę miał maczety zostaje zaostrzony bagnet od SA vz.58...
- piłka na grzbiecie - generalnie nie tnie, szybciej przetnie się coś ostrzem niż tym
- praca przy ściąganiu kory brzozowej - znowu pojawiają się wady te same co przy rąbaniu a ponadto piłka utrudnia pomaganie sobie drugą ręką przy rozcinaniu kory na pniu...
- jedyne z czym nie miał problemów to ściąganie kory z martwego dębu, ale z niego to i gołymi rękoma bym sobie poradził bez większych problemów...

Wniosek na temat noża: zabawka typu "nóż rambo", dobry nóż do lansu, nie mylić z nożem do lasu... Mógłbym jeszcze sprawdzić czy da się na to laski wyrywać, bo może do tego się nadaje, ale w tym celu posiadacz tego noża musiałby być ładniejszy niż ja :P

A teraz krótka recenzja snapsack'a - użyłem go do zbierania tego co w lesie znalazłem - spory kawał krzemienia, 3 czy 4 huby, sporo kory brzozowej i trochę dębowej, całość trochę ważyła. I teraz wniosek: radziecki wieszczewoj-mieszok po powrocie do domu wydawał mi się szczytem ergonomii... A za największe osiągnięcie w historii toreb i plecaków uznałem pomysł zastosowania dwóch szelek.

Ogólnie to jedyne co dzisiaj mimo wysokich temperatur (25-30 stopni chyba) się sprawdziło były skarpety z demobilu armii szwedzkiej, w składzie mające 2/3 wełny + domieszkę żeby się nie przecierały zbytnio.

Na koniec jeszcze pozdrowienia dla alergików (moje buty po przejściu kawałka łąki):
 


2 komentarze:

  1. Witaj. Ciekawa ta recenzja noża ( kiedyś chciałem sobie taki kupić ale ostatecznie stworzyłem swój własny Jungle King) Mam pytanko co do skarpet. Po kilku miesiącach noszenia jak się sprawują? Czy się poprzecierały? Czy latem były bardzo ciepłe? Pozdrawiam i przyjaznych szlaków życzę.
    Zbynio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skarpety są w dobrym stanie cały czas, kupiłem nawet więcej par takich, latem przy noszeniu ich d wysokich butów się sprawdziły dobrze, nie jest w nich cieplej niż w zwykłych sklepowych czy polskich bawełnianych.

      Usuń